Dziś całkowicie odbiegam od tematu. Otóż wracając do domu autobusem rozglądałem się po “pięknej” Viridis Mons. Zachlapana i zimna bo ociekająca wodą z nieba. Powiało chłodem można rzec…Nagle w pewnym momencie do miejskiego autobusu wskoczyła młoda dziewczyna będąca zapewne studentką. Autobus wypełnił się pięknym świeżym zapachem jej perfum. I w tej chwili przypomniałem sobie, że to jest właśnie zapach perfum. Nie żadne tam słodkie, gorzkie czy owocowe. Świeże. Nie wiem jakie ale takie powinny być. Słodkości zostawmy babciom! No! Koniec
Wiesz, mam takie chyba… “El Torrido” Givenchy. Po prostu perfumy i tyle. Świeże. Szkoda tylko, że upiornie drogie. I trudno osiągalne.
Ad rem – czasem tak niewiele trzeba. Zwłaszcza w autobusie. Życzliwości. Nawet w dostrzeganiu i postrzeganiu zapachów.