Archiwum kategorii 'anglia'

…seksowne laski w anglii

Ten post może być nieodpowiedni dla niektórych czytelników. Ostrzegam! Zresztą i tak pewnie wszyscy go przeczytają ze względu na tytuł :-)

Przechadzając się ulicami Bristolu zauważyłem jedną, acz bardzo wyraźną prawidłowość. Co trzecia angielka ma problem z nadwagą. Parę dni temu byłem świadkiem bardzo śmiesznego lecz niestety przykrego zdarzenia…Czekam sobie na autobus do centrum a tu ni stąd ni zowąd pojawiają się dwa wielkie hipopotamy!Cały chodnik zajęty! Ja w panikę! O mało nie narobiłem w gacie! Na szczęście hipcie także przyszły na autobus. BTW, miałem obawy przed wpuszczaniem ich na “pokład” autobusu…Ale co najważniejsze! Owe dwie kobiety przeszły zaledwie kilkadziesiąt metrów aby w finalnym momencie jedna z nich klapnęła sobie pod drzewem zalewając się potem i strasząc zawałem serca. Swoim. Nie moim.

Do czego zmierzam…Kobiety tu najwyraźniej nie mają żadnej świadomości na temat swego zdrowia. Pal licho figurę modelki albo gwiazd z TV. Tu chodzi przede wszystkim o własne zdrowie! Na dodatek dzieci wyglądają tu tak samo. 3-4 letnie dziecko które waży więcej niż ja! Matki to chyba karmią je chyba od małego mieloną papką “Fish & Chips”.

A co wyrasta z takich dzieci? Owe seksowne laski! Takie cud, że głowa boli! Ale co kraj to obyczaj. Ja tam wolę nasze polskie kochane dziewczyny. Przechadzając się wieczorem po deptaku w Zielonej Górze widzę same śliczne dziewczyny. Nie mówię o wytapetowanych laluniach ale o tych po których widać, że dbają o siebie i o to właśnie chodzi. Tu natomiast odwrotnie…Do tego ten specyficzny styl malowania się nastoletnich gówniar…Karnacja blada jak ściana w szpitalu a makijaż jak u Dody Co Robi Lody. Nie mówię żeby każda wyglądała jak hebanowy stół ale delikatna opalenizna dodaje uroku. Także ubiór to porażka. Dziewczyny tu nie potrafią się ubierać. Zero gustu w doborze ciuchów. Czasem zdarzy się jakiś wyjątek.

Podsumowując:Seksowne laski to można tu spotkać tylko na plakatach i pochodzących z innych krajów. Polki, Hiszpanki, Francuzki, czasem trochę orientu i czarnoskórych dam. Za rodowite angielki nie polecam się brać. Oczywiście trochę hiperbolizuję ale ogólny zarys przedstawiłem…

..dzień z życia w anglii

Dzyń, Tyń, Lalala…Dzyń, Tyń, Lalala…Dzyń, Tyń, Lalala…budzik dzwoni… Jeden snoozik i wstaję…Dzyń, Tyń, Lalala…Dzyń, Tyń, Lalala…Dzyń, Tyń, Lalala…ok..6.00…wstaję…gdzie spodnie?…o…jest i podkoszulek…tup-tup-tup-tup-tup-tup-tup-tup-tup…po schodach do kuchni…wstawiam wodę na kawę…łazienka…sik…sik…kuchnia…zalewam kawe…kromale do pracy…piję kawe………..

Ok.Właśnie wstałem. Wychodzę do pracy. Idę 30 min mijając po drodze innych takich jak ja, śpieszących się do pracy. W pracy jestem o 7.00. Clock in, szatnia i na construction site. Co dziś do roboty? To samo. Wstawianie okien do wielkiego ośrodka krwiodawstwa w Bristolu. Pracuję głównie z angolami ale mam dwóch znajomych polaków z którymi mieszkam. Praca wre (albo i nie), każdy coś robi. Ja się opalam (albo i nie). 10.30.Przerwa. Zjemy coś :-D Kromalki albo domowe jedzonko odgrzane w mikrofali. Wszystko popite pomarańczowym sokiem. Przegląd prasy brukowej (w celu sprawdzenia pogody i półnagich lasek). 11.00.Wracamy do roboty i ciąg dalszy jak przed przerwą.13.30.Następna taka sama przerwa.14.00.Znów praca. Trochę pogadam z angolami, pośmiejemy się i poobijamy. O 5.00 koniec. Szatnia, Clock out, droga do domu. Teraz prysznic, obiadek i odpoczynek…Zajrzę na bloga, sprawdzę pocztę i włączę komunikator. Posiedzę i pogadam ze współlokatorami. Godzina 0.00. Idę spać…Dzyń, Tyń, Lalala…Dzyń, Tyń, Lalala…Dzyń, Tyń, Lalala…budzik dzwoni… Jeden snoozik i wstaję…

…job agency, a very imperfect institution

Nigdy więcej pracy przez agencję pracy w Anglii. Raz, że skubną Ci kasę z każdej wypłaty to na dodatek mnóstwo z nimi bałaganu. Tak jak teraz. Agencja uroczyście dostarczyła mi list z informacją, że muszą obciążyć mnie kosztami w wysokości 15£ za wystawienie czeku. Jakiego czeku ja się kurwa pytam!! Przecież dałem im dane konta bankowego. Czy to sposób na zdzieranie kasy z klientów czy bałagan w dokumentach? Teraz ja muszę biegać i załatwiać wszystko sam. A mailem nie wyślę bo nie ma tam mojego podpisu. Zadzwonić też nie zadzwonię bo cały dzień siedzę w pracy co także wyklucza osobistą wizytę w biurze owej agencji.

Ten kraj ma naprawdę pojebane w tych sprawach. Masa tępych angoli którym trzeba po trzy razy powtarzać jedną rzecz aby zapamiętali…Echhh… I na dodatek tacy siedzą w administracji biurowej. Jezus Kurwa Ja Pierdole!

Rada dla wszystkich pracujących w Anglii przez agencję. Zawsze ale to zawsze upominajcie się na wszelkie sposoby o swoje pieniądze i dokumenty. Czy to mailem, tradycyjną pocztą, telefonicznie lub najlepiej osobiście.

…anglia no good?

Czyli co mi się w England nie podoba:

  • KOBIETY!!!
  • chleb – jeśli da się to tak nazwać
  • agencje pracy – mają Cię w nich za beetroota
  • domy – po pijaku za cholerę nie trafisz do swojego bo wszystkie takie same
  • deszczu – pada nawet gdy świeci słońce
  • ruchu lewostronnego – za nic się nie mogę przyzwyczaić
  • sztucznej uprzejmości angoli – How are you mate? A nic ich to nie obchodzi, zwyczaj po prostu.
  • dwa krany – jeden od ciepłej drugi od zimnej wody…hmmmm

Z czasem dopiszę jak coś mi się nie spodoba :D

…Bristol

Ciekawe miasto ten Bristol. A czemu tak piszę? Bo tak się jakoś złożyło że tu sobie chwilowo zamieszkałem i dorabiam do biednej kieszeni studenta :-) Co mi się tu najbardziej podoba? Mewy w centrum miasta :-) Jak u mnie w Zielonej Górze po centrum łażą gołębie to tu latają sobie białe mewy. Tak samo oswojone z ludzmi ale bardziej agresywne.

Co prawda to mój pierwszy raz w UK ale już się nieco oswoiłem. Najtrudniej przestawić się na ten ich durny akcent i sposób mowy. Z początku (i dalej trochę) ciężko mi było ich (angole) zrozumieć ale już daję rade i jest OK. Right Mate? :-)

Przy większej ilości czasu dorzuę kilka zdjęć do galerii.

POZDRO DLA POLSKI FROM UK!!

dsc02032.jpg