Archiwum kategorii 'praca'

..dzień z życia w anglii

Dzyń, Tyń, Lalala…Dzyń, Tyń, Lalala…Dzyń, Tyń, Lalala…budzik dzwoni… Jeden snoozik i wstaję…Dzyń, Tyń, Lalala…Dzyń, Tyń, Lalala…Dzyń, Tyń, Lalala…ok..6.00…wstaję…gdzie spodnie?…o…jest i podkoszulek…tup-tup-tup-tup-tup-tup-tup-tup-tup…po schodach do kuchni…wstawiam wodę na kawę…łazienka…sik…sik…kuchnia…zalewam kawe…kromale do pracy…piję kawe………..

Ok.Właśnie wstałem. Wychodzę do pracy. Idę 30 min mijając po drodze innych takich jak ja, śpieszących się do pracy. W pracy jestem o 7.00. Clock in, szatnia i na construction site. Co dziś do roboty? To samo. Wstawianie okien do wielkiego ośrodka krwiodawstwa w Bristolu. Pracuję głównie z angolami ale mam dwóch znajomych polaków z którymi mieszkam. Praca wre (albo i nie), każdy coś robi. Ja się opalam (albo i nie). 10.30.Przerwa. Zjemy coś :-D Kromalki albo domowe jedzonko odgrzane w mikrofali. Wszystko popite pomarańczowym sokiem. Przegląd prasy brukowej (w celu sprawdzenia pogody i półnagich lasek). 11.00.Wracamy do roboty i ciąg dalszy jak przed przerwą.13.30.Następna taka sama przerwa.14.00.Znów praca. Trochę pogadam z angolami, pośmiejemy się i poobijamy. O 5.00 koniec. Szatnia, Clock out, droga do domu. Teraz prysznic, obiadek i odpoczynek…Zajrzę na bloga, sprawdzę pocztę i włączę komunikator. Posiedzę i pogadam ze współlokatorami. Godzina 0.00. Idę spać…Dzyń, Tyń, Lalala…Dzyń, Tyń, Lalala…Dzyń, Tyń, Lalala…budzik dzwoni… Jeden snoozik i wstaję…

…job agency, a very imperfect institution

Nigdy więcej pracy przez agencję pracy w Anglii. Raz, że skubną Ci kasę z każdej wypłaty to na dodatek mnóstwo z nimi bałaganu. Tak jak teraz. Agencja uroczyście dostarczyła mi list z informacją, że muszą obciążyć mnie kosztami w wysokości 15£ za wystawienie czeku. Jakiego czeku ja się kurwa pytam!! Przecież dałem im dane konta bankowego. Czy to sposób na zdzieranie kasy z klientów czy bałagan w dokumentach? Teraz ja muszę biegać i załatwiać wszystko sam. A mailem nie wyślę bo nie ma tam mojego podpisu. Zadzwonić też nie zadzwonię bo cały dzień siedzę w pracy co także wyklucza osobistą wizytę w biurze owej agencji.

Ten kraj ma naprawdę pojebane w tych sprawach. Masa tępych angoli którym trzeba po trzy razy powtarzać jedną rzecz aby zapamiętali…Echhh… I na dodatek tacy siedzą w administracji biurowej. Jezus Kurwa Ja Pierdole!

Rada dla wszystkich pracujących w Anglii przez agencję. Zawsze ale to zawsze upominajcie się na wszelkie sposoby o swoje pieniądze i dokumenty. Czy to mailem, tradycyjną pocztą, telefonicznie lub najlepiej osobiście.

…anglia no good?

Czyli co mi się w England nie podoba:

  • KOBIETY!!!
  • chleb – jeśli da się to tak nazwać
  • agencje pracy – mają Cię w nich za beetroota
  • domy – po pijaku za cholerę nie trafisz do swojego bo wszystkie takie same
  • deszczu – pada nawet gdy świeci słońce
  • ruchu lewostronnego – za nic się nie mogę przyzwyczaić
  • sztucznej uprzejmości angoli – How are you mate? A nic ich to nie obchodzi, zwyczaj po prostu.
  • dwa krany – jeden od ciepłej drugi od zimnej wody…hmmmm

Z czasem dopiszę jak coś mi się nie spodoba :D

…new home

Od dziś mieszkam w Zielonej Górze :-)   Hip Hip Hurra!! Teraz musze tylko znaleźć jakąś konkretną robotę żeby mieć za co żyć. A tak pozatym to mam mnóstwo nauki… czasem zdaży mi się spać :-)

…new beginning

Dziś koniec jednej pracy a w najbliższych dniach początek nowej (mam nadzieję :-) bo jeszcze nie znalazłem). Myślę, że nie powinienem mieć problemów ze znalezieniem czegokolwiek. Trzeba być dobrej myśli :-) Jak ktoś ma dla mnie pracę to niech da znać :-)

…mistake

Ja to jednak jestem kretyn:) W ciągu ostatnich paru dni wydrukowałem w pracy około 200 zaproszeń na koncert jubileuszowy Biblioteki. Wszystko ładnie, zaproszenia też ładne i stylowe. Rozesłane do ważniejszych osób (burmistrzowie, starosta itp). A dziś został zauważony błąd na zaproszeniach. Numer telefonu…Zamiast 5 jest 8. Taki błąd…echhh…

Efekt??

Wszyscy dzwonią na całkiem inny numer żeby potwierdzić swoją obecność na koncercie.